Zaduszkowe impresje

Kalendarz z adresami i numerami telefonów znajomych mam ten sam od trzydziestu, a może i więcej lat. Na bieżąco wprowadzam zmiany – dopisuję numery telefonów komórkowych, wykreślam numery telefonów stacjonarnych, zmieniam adresy. Coraz częściej zdarza mi się zmieniać adres na numer kwatery i nazwę cmentarza.

W Dzień Zaduszny, kierując się z kwatery CXLI na krakowskim cmentarzu Batowice...

Dłoń

Podaj rękę słyszymy przy wsiadaniu do sani. Dzwonią dzwoneczki na uprzężach koni, jedziemy do szkoły na bal karnawałowy. Sanie piękne rzeźbione, woźnicy trzymające lejce by konie wszystkich sani poruszały się w jednakowym rytmie. Słychać radosny gwar i podziw zimowej scenerii. Po obu stronach wiejskiej drogi, drzewa, śnieg na gałęziach i na poręczach drewnianego mostu, wysrebrzany mroźną...

Wszyscy są zadowoleni

W sobotni wieczór dostałam od koleżanki SMS. Właśnie wróciła z koncertu Tymona Tymańskiego. Z kilku zdań dowiaduję się tylko, że koncert odbył się w Sali Lustrzanej, widownia była pełna, stanowiła ją głównie młodzież. Oczywiście było głośno, mocno, energetycznie. Ona jest zadowolona, że była na tym koncercie. I tym niestety stwierdzeniem, przynajmniej na razie, musiałam się zadowolić. Ale moja...

...

Zapadał wczesny listopadowy zmierzch. Przednia lampka mojego roweru mrugała miarowo. Jechałam ulicą Krowoderską. Chodnikiem, ale powoli. A może raczej: powoli, ale chodnikiem. Przed skrzyżowaniem z Kolberga drogę zagrodził mi wysoki mężczyzna.

– Nie pojedzie pani dalej – powiedział – proszę zejść na jezdnię. – Ja też się boję ciężarówek, kiedy prowadzę samochód, ale nie jeżdżę z tego...

Podróż

Filip poddawał się miarowemu kołysaniu pociągu. Chyba po raz pierwszy w życiu podróż nie sprawiała mu przyjemności. Powracające po raz nie wiadomo który echo krótkiej rozmowy z Cezarym nie dawało mu spokoju. Przypominało mu scenę sprzed prawie czterdziestu lat, kiedy ugryzł go ukochany pies. Pamięta do dziś dziecięce uczucie żalu i niedowierzania, że to najmilsze stworzenie zrobiło mu krzywdę...

Szafka nocna - monolog wewnętrzny

Mogłaby mnie w końcu uprzątnąć

Ładuje we mnie, wrzuca, upycha co się jej chce.

A ile szufladka zmieści, ile, no ile?

Dość, powiem jej dość.

Nie domknę się i co mi zrobi?

Albo nie zasunę szufladki.

O to, to będzie dobre, nie zasunę.

Niech jej wypadną te wszystkie nowenny.

Może wtedy zacznie sprzątać.

Ale, ale, żeby do mnie...

Strony