Majtki na agawie. Zadziwień kilka. Jedno na koniec.

Majtki wzmiankowane rezydowały, pięknie rozpostarte na agawie, na tarasie, w nieodległym sąsiedztwie domu moich rodziców. Za każdym razem zastanawiałam się: czy to lans tylko około niedzielny? a w tygodniu to co? a czy to te same majtki, bo kolor i gabaryty te same? Agawa była dorodna, majtki czteroosobowe, bladoróżowe, typu barchanowego.

Teraz, po zadziwieniu pierwotnym, że obecność i ekspozycja wieloletnia majtek na agawie to przeszłość, ze smutkiem i żalem omiatam wzrokiem to puste miejsce, przechodząc.

Inne zadziwienie spotkało mnie, kiedy po jakimś czasie bycia w niebycie otworzyłam oko. Patrzę, a tu osaczonam i napastowanam żem jest przez rozliczne, skłębione i wystające zewsząd mnie jakoweś rurki i gapią się na mnie cynicznie jakoś do tego. Pomyślałam przez moment zdziwienia: skądże one i po co mianowicie? Nie zdążyłam się wystraszyć też. Szybko oko mi się przymknęło i Morfeusz mnie przygarnął.

Może bardziej zdziwiłam się w kasynie, dokąd udałam się po należną mi fortunę i usłyszałam: proszę obstawiać, koniec obstawiania, zamiast spodziewanego: fetwoże, rięnawapli... I zamiast gołych pleców i do kompletu wytwornych dżentelmenów, poszarpane dżinsy ,rozmemłane koszule i rozczochrane kudły!!!

Innym zaś razem pobierając skręta, ,zamiast spodziewanego odlotu, zadziwiona monstrualnie skonstatowałam, że świństwo to jest i tyle...

To zadziwienia poniektóre z ostatnich 2 lat. Teraz niczemu się już nie dziwię. Naszło mnie też domniemanie, że w miarę jak PESEL staje się bardziej ambarasujący, jest się bardziej przewidującym. Wszystko co mogło nas zadziwić już było.

Oczywiście poza jednym, postkatafalkowym tete a tete z wiecznością!!! aaaa........tak to jest!!!