Geny?

Przeglądałam stare fotografie. Pożółkłe, niektóre mocno zniszczone. Ileż to ja razy sobie obiecywałam, że je poukładam, posegreguję, powklejam do albumów albo przynajmniej powsadzam do kopert i opiszę? Kilkakrotnie zaczynałam tę podziwu godną działalność, ale zawsze coś mi przeszkadzało. Teraz też pewnie skończy się na grze wstępnej.

Rodzina mamy osobno. Babcia, absolwentka konserwatorium, której nigdy nie miałam szczęścia zobaczyć...

Świat zwyczajny lat siedemdziesiątych

Wiosenne słońce zalało świat i bananowe spódnice. Chodziły  roztańczone  po brukowanych ulicach przeglądając się w wystawowych oknach – czerń i biel, żółć i granat, czerwień i fiolet.  Radosne fruwały nad Rynkiem płosząc  taplające się w wodzie gołębie. Przysiadały na chwilę na Plantach, by poplotkować przy fontannie, a za moment  falowały w  sadzawce, zadziwiając pływające dostojnie łabędzie. Świergotowi ptaków buszujących  w koronkach ...

Jestem

Dlaczego jestem, dla kogo jestem, po co jestem, gdzie jestem, z kim jestem, dzięki czemu jestem, jaka jestem… ? Może jestem pytaniem bez odpowiedzi, wątpliwością niewyjaśnioną, snem do końca niewyśnionym, krzyżówką nierozwiązaną, miłością niespełnioną, białą kartką zapisaną w połowie i listem niewysłanym…

Kiedyś  Ziemia zatrzyma się w swojej wędrówce, słońce przestanie wschodzić,  pąki kwiatów już się nie rozwiną, wskazówki zegarów...

Jego zapach kojarzył się mnie…

Jego zapach kojarzył się mnie i mojemu bratu, dzieciom z miasta, z letnią łąką i krowami porykującymi tęsknie na pastwisku. Muślinowy w dotyku, czasami  lekki jak  mgiełka, kiedy indziej  pergaminowocienki. Bywało, że   rozpościerał się miękką, puszystą pierzynką, a kiedy indziej wyglądał jak zmarszczki na gładkiej tafli jeziora. Podpieczony, smakowicie brązowiał,   stawał się pyszny i chrupiący. Właściwie poza nami nikt go nie lubił, inne...

Smaki i zapach ulubionych dań dzieciństwa

Jak wskazać ulubioną potrawę, gdy było się dzieckiem, które lubiło wszystko co dostało na talerz? Łatwiej wyłowić te nieliczne, których się nie cierpiało. Praktycznie są tylko dwie: rozgotowana cebula w zupie i „mordoklejki”. Nazwa naturalnie nie podobała się mamie, ale funkcjonowała bardzo adekwatnie do jakości potrawy. „Mordoklejki” były bezwonne i składały się przede wszystkim z mąki. Nie miały też określonego kształtu, za to miały...

Jestem...

„Jestem Polką” - odpowiedziała w ankiecie na zapytanie o narodowość. Wypełniła stosowne pola formularza - tam krzyżyk tu fajka. Spokojnie zajęła miejsce, oczekując na kontrolę bagażu. Przeleciała wzrokiem banery reklamowe. Zgodnie z daną sobie obietnicą zrezygnowała z aktywności telefonicznej i zbytniej otwartości w nawiązywaniu przypadkowych kontaktów słownych. Pozostało własne towarzystwo. Deklaracja narodowości stała się drożdżami rozważań...

Strony