Już odblokuję drogę

- Piłkarz z ciebie pierwszej klasy, ale mąż, to niech kule biją - zaczęła kazanko Kamila.

- O co ci chodzi słodka? - odezwał się Edek.

- Czy ty chociaż raz w życiu zrobiłeś zakupy? Ciągle sama dźwigam te toboły i siatki, a ty co, a ty...

Kamila nie dokończyła wypowiedzieć swoich żalów, bo Edek poderwał się z krzesła, chwycił kluczyki do auta i za chwilę już był w Lidlu.

W markecie przyjął prostą zasadę – wkładał do koszyka jeden produkt z co czwartego regału.

Bagażnik audi przymykał powoli, aby nie zgnieść wielkiej hałdy zakupów.

- Jestem człowiekiem czynu, niech Kamila dowie się, że w tym mieście nie ma bardziej operatywnego faceta niż ja - wygłaszał Edek peany, pędząc główną ulicą miasta.

Moja słodka utonie z podziwu... Cóż to się dzieje? - zerknął w lusterko, bo upajanie się własnymi talentami przerwało trąbienie jadącego za nim autokaru.

Autobus przystanął. Na jezdni leżały prawie wszystkie zakupy.

Młody sportowiec wybiegł ze swego samochodu z papierosem w ustach. Przepraszał za zajście kierowcę autobusu, przekazując ukłony i gesty pojednawcze.

Pasażerowie autokaru z zaciekawieniem wyglądali przez okna, przypatrywali się przystojnemu młodzieńcowi w swetrze w granatowo - bordowe paski, który żwawo sprzątał jezdnię zasłaną skarpetami, papierem toaletowym, rozbitymi jajkami, rozlanym mlekiem i toczącymi się po pasie butelkami wody mineralnej.

- Chwila, moment, już, już. Już odblokuję drogę – uspokajał Edek drogowców w niebieskich mundurach, którzy nieoczekiwanie nadjechali radiowozem.

- O ile pan domknie bagażnik – odparł z uśmiechem policjant, podkręcając wąsa.