Kiedy byłam mała

Krystyna Chmielińska

Mówiąc prawdę ostatnio prawie nie myślę co było, kiedy byłam mała. Żyję dniem dzisiejszym, a wszystko dzieje się tak szybko dookoła, że nie mam czasu na takie wspomnienia. Spróbuję więc teraz, tak spontanicznie napisać to co mi na myśl przychodzi; miałam pięć lat, mieszkaliśmy na przedmieściu Krakowa nad rzeczką zwaną Młynówką. Razem z młodszym bratem chodziliśmy do przedszkola prowadzonego przez zakonnice (bardzo bałam się siostry Róży). Właśnie w tym przedszkolu były jakieś uroczystości i mama ubrała nas pięknie. Ja miałam białą sukienkę w czerwone paseczki ze wstawionymi białymi fałdkami, śliczne białe skarpeteczki i buciki też białe (choć szmaciane, czyszczone pastą do zębów), no i oczywiście we włosach duże białe kokardy. Mój brat nosił granatowe ubranko (takie krótkie spodenki przypinane guziczkami do koszulki), z białym kołnierzykiem i białe buciki. Tak wystrojeni trzymając się za ręce szliśmy rano boczną dróżką do przedszkola, a mama podążała za nami. Dochodziliśmy do małego mostku nad rzeczką, gdy mój brat przechylił się nagle i pociągając mnie wpadliśmy razem, nie wiedzieć kiedy do tej rzeczki. Po wydrapaniu się na brzeg przedstawialiśmy obraz nędzy i rozpaczy, piękne ubranka były całkowicie pokryte jakimś mułem i brudem, nie poszliśmy do przedszkola. Mama cieszyła się, że nam się nic nie stało, a ja przepłakałam pół dnia, łkając że siostra Róża na pewno powie, że nie potrafiłam nauczyć się wierszyka, który miałam powiedzieć w przedszkolu.

Anna Maria Michalik

/Kiedy byłam mała świat układał sie w obrazy, które tkwią we mnie do dziś. Oto najtrwalszy z nich./

Promienie słoneczka zastukały do małej izdebki i figlarnym muśnięciem obudziły małą istotkę. Drobna dłonią przetarła oczka i od razu jej wzrok padł na sąsiednie łóżko, ale tam pozostał już tylko ślad czyjejś obecności. Dziewczynka podniosła się. Jej małe stopy dotknęły zimnego klepiska, stanęła nieco bezradna na środku opustoszałej już izby…

- Babcia... - cichy szept uwiązł jej w gardle. Ale babcia usłyszała. Jej głowa pojawiła się w drzwiach i uśmiech rozjaśnił malutką twarzyczkę dziewczynki. Szybko znalazła się w ramionach starszej kobiety.

- To dzisiaj??- zapytała cicho tuląc się do drobnej postaci starszej kobiety - babciu, dzisiaj?

- Tak maleńka, dzisiaj... głos babci zabrzmiał miło znaną tonacją a jednak jakiś niepokój słychać było w nim...

To był ten dzień. Ciepły, wiosenny dzień majowy. Los małej dziewczynki miał się odmienić. Z dalekiej, podtarnowskiej wsi wyruszała w wielki świat królewskiego miasta Krakowa. Miała niespełna pięć lat. O jej losie postanowili dorośli... rodzice. Mały dom ukryty w lasach od tej chwili przestawał być jej domem. Wiedziała już wszystko, rodzice wytłumaczyli jej. Jechała do ukochanego wujka - to z nim przemierzała pobliskie lasy w poszukiwaniu lisich norek. Jej maleńkie serduszko pełne było radości i entuzjazmu ...

Tylko... dlaczego oczy jej ukochanej babci pełne łez?

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
12 + 1 =
W celu utrudnienia rozsyłania spamu przez automaty, proszę rozwiązać proste zadanie matematyczne. Dla przykładu: 2+1 daje 3.