Czechofil, reporter, wydawca naszym gościem w Willi Decjusza

Niedzielne spotkanie z Mariuszem Szczygłem było ujmująco szczerym wyznaniem na temat jego pisarstwa, które jak sam przyznaje w przytoczonym fragmencie ostatniej książki „wstyd przyznać, ale łatwo mu idzie”. Zdradził, jak stwarza się różne światy nie uciekając od prawdy, jak pisanie niezawodnie rozładowuje emocje, jak bardzo różni się twórczość pisarza fikcji od reportera – pierwszy dla swojego bohatera jest bogiem, drugi sługą.

„Opowiadam po to, żeby czytelnik pożył innym życiem, zapomniał o sobie. Pisanie zbliża mnie do innych, usłyszane informacje automatycznie przetwarzam, staram się natychmiast wszystko zanotować” – mówił uwiarygodniając się intymnymi wyznaniami, wspomnieniami problemów dzieciństwa, z zaskakująco szczerymi detalami.

Troska o każdy szczegół wydaje się sprawą nadrzędną reportera. Nowe, poprawione wydanie „Gottlandu” to kolejny przykład na dążenie do perfekcji w przedstawianiu prawdy. Nawet słowo „ponoć” zostało tu przez autora zastąpione innym, bardziej precyzyjnym zwrotem.

Podczas niedawnego pobytu w Paryżu wiele pozornie mało istotnych wydarzeń dostarczyło tematów do pasjonujących opisów. Mariusz Szczygieł przeczytał nam tekst, który dopiero nazajutrz ukazał się w „Dużym Formacie”. Spotkanie z małym uchodźcą poruszyło głębokie pokłady jego wrażliwości, a po reporterskim przetworzeniu dotarło do nas, jako poruszający opis pozornie zwyczajnej sytuacji.

http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,21025422,dieta-w-paryzu-szczygiel.html

Wskazówki techniczne dotyczące konstrukcji reportażu, sposób usytuowania aspektów zaskoczenia, w końcu zapewnienie dyskrecji, komfortu i bezpieczeństwa bohaterom, to nobilitujące wprowadzenie nas, słuchaczy w jego pasjonujący świat, który, nie ukrywajmy dla wielu Sagowiczów jest niedoścignionym wzorem.

Prowadząca spotkanie Małgosia Majewska nie oszczędziła Mariuszowi Szczygłowi zaskakujących pytań związanych z tematem naszych warsztatów, czyli umiejętnością pisania detalem. Oto jeden z przykładów, gdzie błyskotliwa odpowiedź absolutnie potwierdziła jego mistrzostwo. Zamiast informacji o zamożności i skromności pewnej pani, otrzymaliśmy zdanie „Nigdy nie dała po sobie poznać, że trzyma u siebie służącą.”

Jednym słowem arcyciekawe spotkanie, niepozbawione momentów, zarówno wzruszających jak zabawnych zachwyciło mnie totalnie. Na pamiątkę pozostała dedykacja, oczywiście niezwykła, oryginalna.