Powrót taty. Romans

Środek tygodnia, środek lat 70-tych. Park Decjusza tonie w zieleni, wśród drzew widać Willę.

Jest środek lata, ciepło, bardzo miło, słońce przebija przez liście.

W parku spaceruje młoda, piękna para. Wysoki, długonogi chłopiec i niebieskooka blondynka. Wojtek cieszy się, że wreszcie może porozmawiać z utęsknioną Basią i rozmawiając o pogodzie, rozmyśla jak tu wyznać to, co do niej czuje.

Młoda blondynka, wołają na nią Basia, już myśli co jej powie, a co chciałaby usłyszeć. Ona wie co chciałaby usłyszeć... Młody chłopak milczy, nie wie jak zacząć, czy to co ma do powiedzenia spodoba się Basi.

Basiu kochana – zaczyna – czy ty czujesz to samo co ja, czy jak mnie widzisz, to szybciej bije ci serce?

Wojtku, Wojtku, przecież wiesz, żyć bez ciebie nie mogę, każda godzina bez ciebie to godzina stracona.

Nie dziwię się.

Stali tak naprzeciw siebie. Każde z nich dając szansę drugiemu.

Wojtek powiedział: chodź! Przejdźmy się w stronę tych przepięknych ruin Willi, może tam będzie mi łatwiej wyrazić co czuję do Ciebie!

I poszli przez miękkie trawy, wśród stokrotek i maków, w górę, patrząc na wyłaniający się piękny ale zniszczony budynek. Każde zastanawiało się co dalej?

Przekroczyli próg willi a gęstniejące milczenie paraliżowało ich.

Aleś ty Wojtku zarozumiały, że nie dziwisz się, że bez ciebie żyć nie mogę i po tym, co usłyszałam mam mieszane uczucie związane z twoją osobą – powiedziała zmartwiona Basia.

Wojtek jakby tego nie słyszał, brnął dalej ze swoją propozycją. Trochę się zagalopował.

Ale przecież miłości jeszcze sobie nie wyznali, jeszcze Wojtek nie oświadczył się Basi, wszystko jeszcze przed nimi.

A Wojtek dalej planuje, jak powie, że się chce z nią ożenić, jak wyprawi wesele!

Nagle Basie potknęła się i jak długa runęła w sieni Willi. Wojtek przypomniał sobie lekcje przysposobienia obronnego w zawodówce i natychmiast zabrał się do cucenia Basi metoda usta – usta. Nie trzeba było długo czekać. Basia odzyskała przytomność. I oczami pełnymi miłości popatrzyła na Wojtka, on nabrał odwagi i powiedział:

Wstawaj Basiu, idziemy szukać pokoju, musisz się umyć i wyczyścić ubranie, sukienka cała brudna, trzeba ją zdjąć! - Mówiąc to Wojtek zakrztusił się własna śliną i dostał ataku kaszlu.

***************************************************************************

Mały Grzesiu spał w wózku w Parku Decjusza, Basia, jego mama zapatrzona w klon rozmyślała o swojej samotności i o tym jak zawiodła się na Wojtku. Grześ choć mały, już słyszał od służby, że jego matka to zła kobieta była. O ojcu nic się nie mówi. Grześ wyobraża go sobie jako „Batmana” i „Supermena”.

Do ogrodu, w którym bawi się Grześ wchodzi już nie taki młody, ale dalej długonogi facet. Nogi drżą pod nim, a po policzku spływa łza.

Dostrzega go Basia i zastanawia się co powiedzieć Wojtkowi na powitanie, ale nie może powiedzieć nic, ale bowiem ich usta zwarły się w czułym pocałunku.

Komentarze

tak było w latach 70tych, po prostu ludzie się kochali.