Książki, których bym nie przeczytała

Anna Marek

Pewnie nie należy się zarzekać, że nigdy przenigdy… Tym bardziej, że dla mnie, książki są jak sukienki - każda z nich jest odpowiednia na inną okazję. Czytane w pośpiechu przy śniadaniu, w tramwaju i nocą przed snem, różnią się, bo oczekuję od każdej czegoś innego. Są oczywiście i te jedyne, najistotniejsze, które stają się objawieniem, zmieniają nasz sposób myślenia i postrzegania świata.

W opowieściach zawsze dla mnie najważniejsze  jest słowo. Nie przeczytałabym więc książki napisanej lub przetłumaczonej nieudolnie, kiedy to potykam się na każdym wyrazie i szukam sensu zdań nieporadnie sformułowanych, pisanych językiem nieprzystającym do kreowanej rzeczywistości. Ze wstydem przyznaję, że łatwiej byłoby mi strawić bezsensowne idee i piramidalnie idiotyczne opowieści niż kamienisty język utworu.

Danuta Glonek
Jakiej książki nie chciałabym przeczytać?

Nie chciałabym, aby do moich rąk trafiła książka, którą redakcyjne „chochliki”?, / a może ukryta „cenzura”? / tak „sponiewierają”, „stłamszą” i „przenicują” myślowo, że ów wydawniczy produkt nijak się ma do pierwotnego zamysłu dzieła twórcy.

Nie sięgnę po książkę autora, który pisze dla „samego pisania”, nie ma własnego stylu, gubi się w rozlicznych wątkach, stosuje zbędną frazeologię i wątpliwą ideologię, a tak naprawdę nie ma nic ważnego do przekazania czytelnikowi. To, co dla takiego „autora” jest pisaniem, - dla mnie nie musi być - przeczytaniem.

Z reguły, nie „przeglądam” /dobre słowo!/ komiksów, które podobnie jak tzw. „kolorowe pisemka”, nie są do czytania, a oglądania właśnie.

A analfabetyzm ponoć mamy już dawno za sobą…/?/…

Bożena Bertman
Jakiej książki nie chcę przeczytać?

Nudnej, schematycznej, o chropowatym stylu, wulgarnej. O powierzchownej treści, z nachalną a nieoczywistą tezą. Książki banalnej, nic nie wnoszącej do mojego doświadczenia życiowego czy myślowego, o treści zupełnie odległej od moich zainteresowań czy intelektualnych predyspozycji. Takiej którą przeczytam i nie wiem co autor chciał przekazać, jakie jest jego przesłanie. Niestety przeczytałam taką książkę, sugerując się reklamą na obwolucie. Napisała ją pani psycholog o znanym nazwisku. Autorka zajmowała się analizą wyglądu penisów, co było podstawą wnioskowania o osobowości ich właścicieli .Raczej absurdalne zależności, choć może to był taki z mojego punktu widzenia mało wyrafinowany żart Ale czemu to miało służyć. Kogo tym ubogacać czy śmieszyć?

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
1 + 3 =
W celu utrudnienia rozsyłania spamu przez automaty, proszę rozwiązać proste zadanie matematyczne. Dla przykładu: 2+1 daje 3.