Wagary

Tym razem temat wagarów został ochoczo podjęty przez Uczestników projektu SAGA. Wagary rozumiane jako czas wolny od obowiązków szkolnych, ale nie tylko. To relaks ustalany na własne życzenie, chwila wytchnienia i odpoczynku, minuty tylko dla siebie w zaplanowanym dniu.

Marek Walawender
Młody i stary idzie na wagary

Wagary inicjował Janusz N., pseudo Yogi. W pierwszy dzień wiosny. W tym dniu szli za nim prawie wszyscy chłopcy z klasy, żeby zobaczyć, jak Yogi zanurza się w Sanie. Bywało, że po rzece spływała jeszcze kra.

Zawsze były jakieś wagary i zawsze będą. W pewnych latach są bardziej, a w innych trochę mniej. Wagary są zwyczajem szkolnym, są dobrym zajęciem dla małych chłopców. To sposób wymigania się z lekcji, desperacki sposób ucieczki do wolności. Wagary klasyczne są jednodniowe, ale mogą też być kilkudniowe, gdy przykryte są jakimś lewym zwolnieniem. Mogą być wagary polegające na opuszczeniu pierwszej lekcji lub dwóch pierwszych. Urwania się z ostatniej lekcji lub dwóch ostatnich. Wagary okienko, gdy znika się z lekcji w środku zajęć. Wagary mogą być zaplanowane lub spontaniczne, będące wynikiem jakiegoś nagłego impulsu. Takim najczęstszym impulsem bywała namowa któregoś z kolegów. Nie są i nie były wagary moim żywiołem. Miałem w szkole układ z bibliotekarką i gdy byłem w potrzebie mówiłem słówko i nagle minutkę po rozpoczęciu się lekcji otwierały się drzwi od klasy, w drzwiach pokazywała się twarz Marysi, która mówiła do nauczycielki prowadzącej lekcję: „Pani Gosiu potrzebuję u siebie Marka, proszę go zwolnić z lekcji”. Miałem w szkole chyba najwięcej tzw. godzin społecznych – wszystkie spędzone w bibliotece.

Wszystkie moje wagary były dla towarzystwa, po to, żeby być razem z kumplami. Co się robiło na wagarach? Kopało w piłę, grało w karty, piło wino, włóczyło gdzieś bez celu lub siedziało w domu, gdy była wolna chata. I ten jeden raz w roku z Yogim nad Sanem. Wszystkich – trzy razy. Nikt inny nie wszedł do wody, tylko Yogi.

Nie wiem zbyt wiele o tym, co się teraz robi na wagarach. Moi synowie w ogóle nie chodzili na wagary. Czym są wagary dla dużych chłopców? Jestem za stary na wagary. Jeżeli teraz chodzę na jakieś lekcje, to nie po to, żeby z nich uciekać. Wagary dla starych – jakaś ucieczka w utopię?

„Wierz mi, wierz, ta wyspa jest.
Tam noce spokojne, tam tylko spadają race gwiazd,
na szczęście to, trzeba wierzyć im.
Tam dni są słoneczne, tam łąki zielone,
chłopcy z nich rwą kwiaty swym ukochanym.
Musisz uwierzyć mi, że jest taka wyspa pod skrzydłami ptaków.”*

Wagary od życia? Myśli się czasem o tym. To trudne zadanie, bo w swojej skrajnej postaci gwarantuje niepowrót. Ale tak na chwilę, czemu nie – ja tak czasem robię, mówię: „pierdole to” i wyłączam się na jakiś czas od wszystkich spraw.

Wagary od sensu? Tak! Też czasem. Też nie za bardzo. Troszkę. Żeby sensu całkiem nie zgubić. Żeby go tylko na chwilę zostawić na boku. Pójść z kumplami na wódkę. Na chwilę porzucić schemat, wyjść z roli, zostawić obowiązki – tak! Jestem za. Takie wagary są dobre dla higieny psychicznej. Dla młodych chłopców… i dla starych.

*Piosenka „Wyspa” śpiewana przez Mirę Kubasińską z zespołem Blackout. Kompozycja z 1967 roku. Muzyka Tadeusza Nalepy, słowa Bogdana Loebla.

Na youtube jest kilka wykonań tej piosenki, tutaj oryginał: http://youtu.be/dPGRlpivfKI

Jolanta Mirecka
Kocham wagary!

Pociąga mnie ten dreszcz emocji, ta tajemnica, ta radość z nadprogramowej, wykradzionej wolności, ta ucieczka od obowiązków, od konwenansów, od zwyczajów i od norm. Lubię nawet ten cień strachu, tą adrenalinkę, bo przecież jakieś tam konsekwencje trzeba będzie ponieść. Cóż, w życiu nie ma nic za darmo, a „odbębniając" jakąś tam karę i tak gdzieś tam pod skórą czuję radość z tego, że coś fajnego udało mi się przeżyć.

W latach szkolnych z wagarami szło mi dość kiepsko, ale za to teraz nadrabiam i korzystam z nich kiedy tylko mam okazję. Po prostu lenistwo mam we krwi. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że wagaruję od pierwszego dnia życia. A było to tak:

Urodzić miałam się dopiero pod koniec stycznia, dlatego też rodzice postanowili spędzić Sylwestra na umiarkowanych szaleństwach. Z opowieści wiem, że mama przygotowała sałatkę, ojciec cudem zdobył szampana, a goście przynieśli resztę. Wieczór zapowiadał się magicznie. Przygaszono światła, zaczęły się tańce, wszyscy czekali na północ. I wtedy ja postanowiłam urządzić sobie pierwsze w życiu wagary. Zamiast siedzieć grzecznie w matczynym brzuchu, dałam z niego nogę i urodziłam się tuż po północy, psując wszystkim, a szczególnie ukochanej rodzicielce - Sylwestra. Weszłam w życie z wrzaskiem i z piękną datą - 1 stycznia (a przecież mogłam sobie dłużej beztrosko posiedzieć w łonie, pokołysać się, podrosnąć, a ja nie, pchałam się na ten świat jak głupia, nie wiedząc, że konsekwencje tych wagarów będę ponosić do końca życia).

Przez następnych kilkanaście lat wagarowałam umiarkowanie i bez większych sukcesów, aż kiedyś w średniej szkole, poszliśmy na kilkudniowy pieszy rajd po Górach Świętokrzyskich. Po rajdzie zaprzyjaźniona męska drużyna harcerska ze szkoły elektronicznej, zaprosiła na dyskotekę naszą żeńską drużynę z chemika. Pech chciał, że tego dnia miałyśmy popołudniowe lekcje technologii z profesorem Sztajnbisem. Trzeba było się zwolnić. Nie było co kręcić - że niby inne, ważne, nadrzędne powody - bo technolog był lepszy od najlepszego psa tropiącego.

Postawiłyśmy na prawdę:

- Panie psorze, niech nas pan zwolni, bo my nigdy nie możemy iść na te dyskoteki! W każdą sobotę lekcje do godz. 20! Starymi pannami zostaniemy! Nikogo nie poznamy! Panie psorze, pan nas zwolni!
Ale „pan psor" był nieugięty i nie zwolnił:

- Dyskoteki wam się zachciewa? Na technologii wam się zachciewa? Opuszczać lekcje wam się zachciewa? Jeśli chcecie to idźcie, ale dla mnie to będą wagary! I to nieusprawiedliwione! Jeszcze dwóję z technologii dołożę! Sakramencko się na was zawiodłem!!!

Co było robić. Tu nudna technologia, a tam czekają chłopcy i zabawa. Wybór był prosty. Wybrałyśmy - wagary. Co tam nieusprawiedliwiona nieobecność! Co tam dwója z technologii! Dyskoteka była świetna, a ja poznałam na tych wagarach kogoś i starą panną nie zostałam, a z tym poznanym ktosiem jestem do dzisiaj. I to wszystko dzięki wagarom!

Dlatego kocham wagary i korzystam z nich kiedy tylko mam okazję.

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
3 + 1 =
W celu utrudnienia rozsyłania spamu przez automaty, proszę rozwiązać proste zadanie matematyczne. Dla przykładu: 2+1 daje 3.