Magiczny Kraków

Mimo dotychczasowych ustaleń, z przyczyn od nas niezależnych, niestety w dn. 16 września 2014r. nie mieliśmy możliwości spotkać się w Willi Decjusza. Na szczęście sytuację uratował nasz Kolega Antoni Niedziałkowski i wspaniałomyślnie wraz z Żoną przygarnął naszą grupę Postsagowiczów do swojego mieszkania w centrum Krakowa. Gospodarze stworzyli serdeczną, przemiłą atmosferę i dzięki Ich uprzejmości mogliśmy zrealizować zamierzony program. Tematem spotkania był "Magiczny Kraków", czyli rozważania na temat wyjątkowości miasta: Na czym polega piękno i urok Krakowa? W jakich chwilach przejawia się jego magia?. Niezwykle interesująco, często bardzo subiektywnie opisali swój magiczny Kraków następujący uczestnicy tego wydarzenia.

Antoni Niedziałkowski
Mój Kraków magiczny, a może nie?

Kraków, moje miasto. Miasto moich narodzin, szkoły, studiów, pracy, mojego życia. Wydawałoby się, że znam je doskonale, a tymczasem stale mnie czymś zaskakuje. Gdy zastanawiam się, gdzie tkwi jego magia, nie znajduję odpowiedzi. Dla mnie magia Krakowa łączy się nierozerwalnie
z jego poznawaniem i życiem w nim. To plaża piaszczysta nad Wisła i kąpiele w niej. To przeprawa łódką spod Wawelu do Dębnik. To gra w „zośkę”, czy jazda na łyżwach na lodowisku przed Szkołą Podstawową nr 16 przy Plantach Dietlowskich. To krakowskie kina, które namiętnie odwiedzałem
będąc w 7 klasie szkoły podstawowej, a wśród nich Wanda, Sztuka, Apollo, Zuch, Wolność, Wisła, Melodia, Miniaturka, Uciecha… dziś już nieistniejące. To krakowskie kawiarnie z ich niepowtarzalnym klimatem jak Fafik, Kolorowa, Noworolski, Jama Michalika czy Rio, kawiarnia niepowtarzalna utrzymująca swój klimat i markę do dziś. Mój pierwszy kontakt z teatrem: Był to Teatr Juliusza Słowackiego. Nie pamiętam sztuki na której byłem, natomiast obraz opuszczanej stopniowo kurtyny Siemiradzkiego i wrażenie majestatu oraz niepowtarzalnego klimatu tego miejsca jest we mnie do dziś.

Okres studiów, to okres intensywnego poznawania Krakowa. To spotkania w: winiarni Pod 6, Kabarecie Piwnica pod Baranami, Teatrze 38, Juwenalia i związane z nimi szaleństwo. To kina, teatry, kluby: Jaszczury, Walentynka, Żaczek, Karlik. Prywatki, balangi i niezapomniane spotkania.
To romantyczne spacery o różnych porach po Krakowskich Plantach, to Wawel z jego majestatem
i urokiem zarazem. To głos Zygmunta najpiękniej brzmiący w Noc Wigilijną przed Pasterką. Długo jeszcze mógłbym wymieniać miejsca i sytuacje, które zapadły mi w pamięć tworząc magiczne wspomnienia.

Myślę jednak, że nie tędy droga do magii Krakowa. Ot takie dwie sytuacje, podobne, a jakże różne:

Idę wieczorem do domu z Wawelu Drogą Królewską, koło Barbakanu, Plantami do Krowoderskiej. Spieszę się, kropi deszcz jestem w złym humorze, nic mnie nie cieszy, a raczej wszystko złości i denerwuje. Paskudna pogoda, hałaśliwe, śmierdzące miasto pełne plątających się pod nogami rozbawionych ludzi.

I druga. Jest wieczór, trochę kropi deszcz. Wracam ze spaceru który zaplanowałem dzisiaj wokół Plant. Zrobiłem całą pętlę, zaliczyłem dziedziniec na Zamku i teraz wracam przez Rynek do domu. Idę wolno, rozglądam się, obserwuję. Cieszę się tym spacerem. Zrealizowałem swoje postanowienie - więcej ruchu. Zbliżam się do Rynku. Jest jak zwykle wieczorem tłumnie. Ludzie spacerują, pokrzykują. W kawiarniach wokół Rynku pełno. Wspaniale oświetlone kamienice, jak dla uzupełnienia tego magicznego widoku odzywa się hejnał z Wieży Mariackiej. Gwar na Rynku jakby trochę cichnie, wielu przechodniów tak jak ja zatrzymuje się i słucha. Niezapomniana piękna chwila.

Myślę, że nie ma czegoś takiego jak obiektywna magia miejsca. Magia jest w każdym z nas. Wymaga spokoju i uważności istnienia. Nosimy ją ze sobą i od nas zależy, czy zostanie uwolniona.

Anna Żeber
Czy Kraków to moje miejsce na ziemi?

Mieszkam tu (z roczną przerwą na Warszawę) prawie od 30 lat. Tak jak w wieloletnich związkach przystało, bywa różnie. Nie ma już tej fascynacji jak w pierwszych latach, ale spokojne przywiązanie i coraz większe poczucie odpowiedzialności. Czy Kraków jest magiczny? Poza niezaprzeczalnym urokiem i znanymi miejscami szczególnie „dobrej energii”, jak choćby Czakram Wawelski, miasto boryka się z bardzo przyziemnymi problemami, o których wszyscy wiemy i które odczuwamy na własnej skórze. Mnie, urodzonej kielczance, wychowanej na zacisznej ulicy, w domku z ogródkiem, bardzo bliska i już wreszcie rozwiązywana jest sprawa ochrony środowiska, ratowania ginących zielonych przestrzeni. Od 1989 roku jestem mieszkanką jednej z kamienic przy Alejach Krasińskiego, więc te tematy są mi dobrze znane.

Ale mój Kraków to przede wszystkim miejsca i ludzie, których miałam szczęście poznać i których wspomnienie sprawia, że cieplej robi się na sercu.

Kilka dni temu przechodząc ulicą Gołębią, zobaczyłam rozkopy i niebieskie rury. Okazało się, że ulica podłączana jest do MPC. „Ale Krysia by się cieszyła” – pomyślałam. Przypomniał mi się obraz, chyba sprzed 15 lat, jak właśnie w tym miejscu, inna ekipa dzielnie doprowadzała ogrzewanie gazowe do jednej z kamienic.

Kawiarnie krakowskie to już miejsca mityczne. Wielokroć opisywane, będące tematem wierszy, anegdot, piosenek. O jednej z nich mogę powiedzieć, że było to miejsce ”szczególnej mocy”. Właśnie przy ulicy Gołębiej 5 malutka kawiarenka o nazwie „Mozaika”, której właścicielką była rodowita krakowianka, Krysia Stiasny, Wysokie, okrągłe stoliki, przy dużym oknie wygodne siedzenia z podłużną ławą. Często właśnie tam klienci przy kawie czytali, pisali, załatwiali różne, nawet biznesowe sprawy. Na ścianach często zmieniające się obrazy, grafiki. Miejsce to poznałam w czasie przerw pracy w Filharmonii, gdzie koło godz. 11 rozpoczynał się szczególny wyścig: kto pierwszy do Mozaiki i zajmie kolejkę. Zajmowanie kolejki było naprawdę bez sensu bo i tak zawszy wszyscy byliśmy obsłużeni. Jak na prawdziwą „mozaikę” przystało, było to ulubiona przystań muzyków z różnych przestrzeni, którzy na co dzień popatrywali na siebie”z góry”. Byłym mężem Krysi był trębacz z zespołu jazzu tradycyjnego, który spotykał się tam z przyjaciółmi. Bywali też muzycy z Capelli Cracoviensis ze Stanisławem Gałońskim na czele. Często słychać było przezabawne rozmowy jazzmanów, którzy przekomarzając się z „nutowymi”, usiłowali dowieść, że tylko oni czują i rozumieją prawdziwą muzykę.

Z czasem wraz z rodziną zostałam przyjęta do grona przyjaciół Mozaiki. Pełne uroku i ciepła były wernisaże przyjaciół i znajomych Krysi, zawsze z oprawą muzyczną. Na stoliku klawisze, coraz to zjawiali się następni muzycy, przeważnie ”dęciaki”. Tradycyjnie wernisaże zaczynały się od standardów jazzowych, poprzez pieśni legionowe, aż do biesiadnych. Pamiętam jeden z pierwszych, mikołajowy, Adama Macedońskiego. Córka otrzymała od niego charakterystyczny, kwadratowy mikołajowy rysunek, który przechowuje do dziś. Opowieści, piosenki (wtedy lwowskie), rozbrzmiewały na ulicy Gołębiej do późnej nocy. Przechodnie, słysząc i widząc przez szybę ten szczególny koncert, uśmiechali się do nas . Niektórzy wchodzili pytając, czy mogą dołączyć. Oczywiście mogli. O znakomitych trunkach, które popijaliśmy nie ma co pisać, bo to zrozumiałe „samo przez się”. Powstał nawet hymn Mozaiki, napisany przez koleżankę Krysi z ławy szkolnej, też Krystynę-Jezierską. Oto fragment:

„Muzyk w Krakowie nocą
Rozkołysał wernisaż,
Pośród kwiatów malowanych
Malarz z gośćmi przysiadł.

Z filiżanki czar – kawy
Kobrą uniósł się dym
W tajnikach oczu Krystyny
Znowu czai się splin…”

Około 2010 roku wiadomości zaczęły spadać na nas jak grom z jasnego nieba. Pierwsza, że Krysia sprzedaje Mozaikę, wyprowadzając się na wieś. Następna trzy lata temu. Pewnego wieczoru zasnęła i rano… kazało się, że już nigdy się nie obudzi. Już była po „tamtej stronie.”
Natomiast magia Mozaiki trwa dalej.

Po wielu latach walk w naszej kamienicy o właściwie wybudowane kominy, wentylację, okazało się, że jednak Kraków to „miasto spełnionych życzeń”.

Udało się w listopadzie ubiegłego roku zrobić u mnie i sąsiadów ogrzewanie gazowe z likwidacją węglowego. Wykonawcą i doradcą, była oczywiście firma polecona przez Krysię. Teraz tylko czasem w zamurowanym kominie, po zburzeniu pieca słyszę dziwne, nostalgiczne dźwięki. To pewnie spaliny, którym trudno przyzwyczaić się do nowej sytuacji nucą rzewnie:

„Żegnaj mi, Krakowie, bywaj że mi zdrów,
Pod mym domem furka czeka już.
Tu z mojego miasta gnają mnie jak psa
Jakże pusta dziś uliczka ma.”

Tekst: Mordechaj Gebirtig w tłumaczeniu Agnieszki Osieckiej.

Trzeba tylko odpukać w nie malowane drzewo, splunąć za siebie i obrócić się trzy razy, aby pan Putin nie sprawił, abyśmy zamiast ogrzewania gazowego nie byli zmuszeni kupować tzw. kozy i znowu uruchomić kominy. Na wszelki wypadek, zostawiłam trochę drewna w piwnicy. Ale w końcu Kraków to magiczne, chronione miejsce, więc w zasadzie nie ma co martwić się na zapas.

Anna Pawlus

Mieszkałam w Rzeszowie 19 lat. I nie było to miasto magiczne. W ostatnich latach zmienia sie i pięknieje. Ale Kraków był niczym Paryż.

W klasie maturalnej juz było wiadomo, gdzie kto idzie na studia więc czułam, że mi niektórzy zazdroszczą. Wybrałam Akademię Sztuk Pięknych jako jedyna w klasie i to też było czymś nadzwyczajnym.

Wycieczka szkolna do teatru Słowackiego była przeżyciem artystycznym i magicznym. Loże, aksamitne czerwone fotele, kurtyna Siemiradzkiego - czułam, że przeniosłam się w XIX wiek.
Z Maszyny Czasu wysiadła kobieta, teraz dopiero wiem, że to była Ania Okrzesik! Wtedy nie wiedziałam, że tak podróżuje.

Przeniesienie się do Krakowa było sukcesem życiowym. Poznawanie go było fascynujące. Ci co sie urodzili tutaj, takich emocji nie mieli.

Spotkania pomaturalne, 30 lecie matury były bardzo miłe, koledzy traktowali mnie jak gwiazdę. Aniu, ty mieszkasz w Krakowie?

Najlepsza kawa jest w Jamie Michalika. Przyklejałam tam malowidło do ściany, odspoiło sie z powodu zalania. Robiłam zastrzyki z kleju akrylowego i prasowałam gorącym żelazkiem.

Codzienne byłam częstowana filiżanką znakomitej kawy na dzień dobry.

Anna Okrzesik

Jeszcze jeden spacer po mieście.
Jeszcze trochę dnia, zaczym słońce zajdzie.
Przez gwarne ulice do samego serca cię zaprowadzę.
Widzisz, to Rynek, roześmiane kwiaciarki,
maszkarony z Sukiennic szczerzą do nich zęby.
Tu gdzie mistrz Ildefons zasiadał w dorożce
wciąż dzwonią kopyta, sypiąc iskry jak gwiazdy.
A przechodnie głowy zadzierają.
Dźwięk trąbki i złoty pobłysk na wieży
zlewają się w jedno i płyną nad miastem.
Mówią, że to Tatar wypuścił tę strzałę,
co dźwięk przerwała i zrodziła ciszę.
Ja Kupidyna raczej podejrzewam, że w serca nam strzelił
i z Krakowem połączył.
Na zawsze.
Popatrz, słońce zachodzi. Przejdźmy się jeszcze kawałek.
Wstążką Plant, nie skończoną nigdzie.
Wiesz, że te ławki widziały już wszystko?
Są wszechwiedzące.
O uczniach na wagarach, zakochanym studencie
i zmęczonym pijaczku.
O staruszkach uśmiechniętych, matkach z wózkami
i księdzu z modlitewnikiem.
One najlepiej znają ich historię. Przysiądźmy.
Zapalają latarnie i witryny sklepowe.
Prawda, że pięknie?
Zaraz się stanie wielki cud nad miastem
i nad żadnym innym tego nie zobaczysz.
Bo tylko Kraków, na calutkim świecie
ma dwa księżyce.
Ten jeden, co wysoko, jak moneta błyszczy
i ten drugi okrągły, nad zamkiem unosi się i spada…

Wielki, srebrny balon.
Prawda, że pięknie?

 

Komentarze

Magical Krakow is a mesmerizing place, full of history and charm, much like the thrilling experience of playing Whiteout Survival Mod Menu. Just as Krakow enchants visitors with its medieval beauty, this mod menu enhances gameplay by unlocking hidden potentials, making survival even more immersive and strategic!
Visit:https://whiteoutsurvivalmdapk.com/

Strony

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
4 + 4 =
W celu utrudnienia rozsyłania spamu przez automaty, proszę rozwiązać proste zadanie matematyczne. Dla przykładu: 2+1 daje 3.