Tajemnica

Ulica była ciemna i pusta. Marta wyszła od swojej przyjaciółki Beaty, po pogaduchach. Wsiadła do samochodu, którym tu wcześniej przyjechała. Przekręciła kluczyk w stacyjce. Jej Fiat pracował cicho. Oparła się wygodnie w fotelu i wrzuciła jedynkę. Gdy samochód ruszył z miejsca poczuła na szyi nóż i usłyszała zza pleców zachrypnięty męski głos.

- Jedź, siedź cicho i nie rób gwałtownych ruchów, bo poderżnę ci gardło.

Jej mięśnie i ścięgna usztywniły się. Poczuła skurcz w żołądku i kolacja Beaty podeszła jej do gardła.

- Jedziemy do Lasku Wolskiego, powiedział zachrypnięty głos.

Zmieniła bieg na dwójkę, potem trójkę w końcu czwórkę. Łzy zaczęły spływać jej po policzkach. Bała się poruszyć głową, szyją i tułowiem. Cały czas czuła nóż na gardle. Siedziała wysztywniona jak manekin na sklepowej wystawie. Nie mogła przełknąć śliny przez ściśniętą krtań.

Chciała coś powiedzieć, ale z jej ust wydobył się tylko przeciągły skowyt.

- Nie odzywaj się, jedziesz do Lasku Wolskiego zdziro!

- Nie rób mi krzywdy. I tak niedługo umrę. Jestem chora. Mam raka!

- Zamknij pysk! Jedź!

Coraz bardziej naciskała pedał gazu. Samochód rozpędzał się. Przekroczyli setkę. Głośno przełknęła łzy i ślinę. Mówiła.

- W każdym momencie mogę zabić nas oboje. Wystarczy, że przyładuję w słup albo drzewo.

Nóż drgnął na jej gardle a dodatkowo poczuła na lewym ramieniu silny ucisk jego drugiej dłoni. Patrzyła przed siebie. Z całych sił naciskała pedał gazu. Znów się odezwała.

- Mogę na najbliższym skrzyżowaniu zwolnić. Jeżeli chcesz przeżyć to wysiądź. Inaczej rozwalę nas.

Nie odezwał się. Zwolniła, gdy zbliżali się do skrzyżowania. Nie czuła noża na gardle, tylko palce drugiej ręki na ramieniu. Jechała coraz wolniej. Przy krawężniku. Usłyszała za sobą trzask drzwi. Odwróciła się powoli do tyłu. Nikogo za nią nie było. Przyśpieszyła. Gdy podjechała pod swój dom i zatrzymała się, przez chwilę nie mogła wyjść z samochodu. Nogi miała jak z waty i cała dygotała. Popatrzyła w lusterko wsteczne. Nikogo z tyłu nie było. Zobaczyła swoją twarz w lusterku. Tylko oczy miała lekko rozmazane i przerażone spojrzenie. Jeszcze raz popatrzyła na tylne siedzenie. Żadnych śladów. Powoli wysiadła i sztywno poszła w kierunku domu. Zatrzymała się przed drzwiami, odwróciła się za siebie. Nikogo nie było. Wzruszyła ramionami.

- Przecież nikt mi nie uwierzy – powiedziała do siebie.