Byłam funkcjonariuszką ...

Jakiś czas temu, gdy jeszcze w pełni realizowałam się zawodowo, wpadłam na pomysł, żeby nawiązać współpracę z jedną szacowną instytucją publiczną. Instytucja ta prowadzi specjalną ewidencję freelancerów – bez problemów moje nazwisko zostało do niej wciągnięte.  

Kiedy osiągnęłam zaawansowany już wiek emerytalny, postanowiłam zakończyć tę dziedzinę mojej aktywności. Zaczęłam pisać stosowne pismo…

Jak ja mam to sformułować? Aż się prosi napisać: „o zwolnienie z funkcji”.

– Ela, czy my „pełnimy funkcje” w tej szacownej instytucji publicznej?

Po dwóch godzinach telefonicznej wymiany poglądów (nie tylko na temat roli w jakiej w tym przypadku występujemy!) ustaliłyśmy, że przecież nie jesteśmy pracownikami tej szacownej instytucji publicznej, nie mamy przypisanego stanowiska – funkcji – w jej strukturze organizacyjnej. Ostatecznie wysłałam pismo z prośbą „o skreślenie z listy…”

Tymczasem „funkcja”  we wszystkich możliwych wariantach zaczęła mnie osaczać.

Dwoje młodych ludzi na przystanku tramwajowym licytuje się, kto z nich ma więcej całkowicie bezużytecznych funkcji w swoich smartfonach najnowszej generacji.

Chłopak w autobusie wypomina swojemu koledze – telefonicznie i na cały głos oczywiście! –  że w zapisie jakiejś tam funkcji popełnił błąd.

Osoba, udzielająca wywiadu, podkreśla, że to kierownik zespołu naukowego dba o to, aby jego uczestnicy mogli jak najlepiej wykonać funkcje, które zostały im przydzielone w danym projekcie.

Kolega wrócił wcześniej z urlopu, aby swojemu wnukowi wytłumaczyć, o co właściwie chodzi w tych funkcjach trygonometrycznych – wszak termin egzaminu poprawkowego zbliża się wielkimi krokami.

Na ławce w parku pulchna blondynka w lilaróż bluzce chwali się koleżance w sukience różowoliliowej, że w prezencie ślubnym otrzymała urządzenie wielofunkcyjne, które wszystko za nią zrobi.

Też bym chciała móc nic nie robić…

Marketingowcy dewelopera zachwalają funkcjonalność mieszkań, które już są gotowe do sprzedaży.

Komunikat telewizyjny dotyczący wypadku, który zdarzył się na A4, kończy się oświadczeniem, że podstawowe funkcje życiowe ofiar są stabilne.

A mój nowy komputer nadal, po dwóch sesjach terapeutycznych w serwisie, nie funkcjonuje jak należy.

W piśmie przysłanym z szacownej instytucji publicznej czytam: „…zwalniam Panią z wykonywania funkcji…”

– Ela, no popatrz, jednak byłam funkcjonariuszką publiczną!