Skąd brać radość - Odezwa do pani B

Radość jest w nas, lub nie, po prostu.

Radość w nas się zagnieżdża wskutek pomyślnych okoliczności i zdarzeń i trwa, lub pojawia się i znika, pojawia się na chwilę, od czasu do czasu.

Komuś, u kogo zagnieździł się smutek, trudno jest wykrzesać odrobinę choć radości. Nie da się...

Smutne dzieciństwo wyzwala smutną młodość i wtedy umiera smutny, stary, zgorzkniały człowiek, który akurat do smutku ma powody.

Przy takiej perspektywie warto usilnie starać się i nie poddawać dominacji smutku, tego potwora trzymającego nas w uścisku.

Warto zabiegać o drobne nawet radości, przede wszystkim wynikające z kontaktów z bliźnimi, bo po drobnych, przychodzą większe.

I spróbować coś polubić, a nawet pokochać; piękne przedmioty, interesujące wydarzenia, człowieka też. Pielęgnować w sobie odkryte pasje i zainteresowania.

Bo życia nie można zostawić na łasce losu. I warto coś innego robić niż rachunek sumienia.

Bo życie jest piękne i daje nam różne radości, tylko trzeba je w sobie wyzwolić, poprzez rozmaite aktywności.

Zleźć z kanapy, chociaż jest tam ciepło i wygodnie i nosa się nie chce wyściubić, bo za oknem parszywie.

Ciemno, zimno i daleko, to nie dla nas.

I warto mieć zawsze przed oczami coś pięknego, choćby to był najmniejszy nawet kwiatek w szklance...