Sytuacja ekstremalna

            Henryk ocknął się nagle w miejscu, które było mu całkowicie obce. Ciemno jak oko wykol, wilgotno, lodowato – jednym słowem dość upiornie. Nie mógł się poruszyć, był jakby ściśnięty w jakiejś ciasnej przestrzeni. Czuł pełzające po całym ciele jakieś obrzydliwe stwory i naraz zaświtała mu w głowie przerażająca myśl: leżę w grobie, mam nad sobą wieko trumny – już po mnie! Zdając sobie w pełni sprawę z nieuchronności czekającego go losu popadł w rozpacz i zwątpienie. Naraz pomyślał: A od czegóż moja znajomość literatury grozy – Edgara Allana Poego czy też tandetnych książek o żywcem pogrzebanych, w których lubowałem się od wczesnej młodości. A także filmów angielskiej wytwórni Hammer, specjalizującej się w produkcji horrorów. Zaczął gorączkowo penetrować dno trumny i wymacał niewielki gwóźdź. Spróbował podważyć nim wieko i ku swemu zdumieniu stwierdził, iż trumna nie jest domknięta. Dźwignął się na ramionach i powoli wypełznął na zewnątrz. Znalazł się w głębokim dole i zaczął rękami torować sobie drogę w górę, rozgrzebując zwały ziemi. Uciążliwość przedsięwzięcia dała wkrótce o sobie znać. Palce obu rąk, poranione do krwi, sprawiały ból nie do wytrzymania. Ale nie poddawał się, kontynuując swe żmudne zajęcie. Nagle zauważył przebłyski światła u góry. Zaczął wspinać się gorączkowo, podpierając się zakrwawionymi rękami i po pewnym czasie dotarł na powierzchnię. Ciemna noc i wokół pustka, ani żywego ducha! No, ale najważniejsze, że wydobyłem się z nielichych tarapatów, pomyślał Henryk. Może nawet i dobrze, że nikogo nie ma, bo bym wystraszył nieszczęśnika na amen! Miałem szczęście, że grabarze pokpili sprawę, najwyraźniej po niezłej popijawie. A teraz do domeczku, do kochanej żonusi, która pewnie zdziwi się nieco, ale i ucieszy. Nie przewidywał jeszcze biedaczek, że za chwilę złapie ją w domu in flagranti z kandydatem na kolejnego małżonka. Ale to już temat na zupełnie inną historię.