Piekło - niebo

Jeszcze jeden taki przechył a wszyscy wylądujemy w wodzie – pomyślał Adil, kurczowo zaciskając dłoń na drewnianej ławce. Drugą ręką próbował utrzymać na pasku Basima, swojego siedmioletniego synka. Podmuchy wiatru stawały się coraz gwałtowniejsze, a fale coraz wyższe. Basim – paradoksalnie po arabsku znaczy Uśmiechnięty. Jego syn prawie nigdy się nie uśmiechał. Gdy zamordowali mu matkę był jeszcze malutki, więc prawie jej nie pamięta. Całe jego życie to groza wojny, ciągłe ucieczki i strach. Adil swój dom odbudowywał trzy razy. Trzy razy go zbombardowali. Za pierwszym zginęła Tahira, potem robił to już tylko dla Basima. Czyżby teraz, kiedy w końcu udało im się wyrwać ze szponów wojny, mieli zginąć w morskiej kipieli? Przecież tam, za widnokręgiem czeka na nich lepszy świat. Adil znajdzie pracę, Basima pośle do szkoły, a w niedzielę będą chodzili do kina i na spacery po parku. Może nawet zbuduje domek, niewielki, z ogródkiem. Tam przecież ludzie tak mieszkają.
Adil – znaczy Sprawiedliwy. On zawsze chciał tylko sprawiedliwości. Też chciał być jak inni – szczęśliwy. I jeszcze chciał, żeby było cicho.

Ostatnia fala przewaliła się z łoskotem przez pokład.