Wakacyjne impresje

Moje wymarzone, niespełnione wakacje

Może jestem mało ambitna, lub mało oczekuję od życia, ale jakoś nie mam za dużo marzeń. Hasło „wymarzone wakacje” brzmi dla mnie trochę obco, wręcz niepokojąco - jak coś nie dla mnie. Może to pozostałość po dzieciństwie przeżytym w głębokiej komunie, kiedy to większość marzeń to były tzw. marzenia ściętej głowy…

Poza tym wakacje kojarzą mi się raczej z okresem edukacji w życiu człowieka. Potem są już tylko urlopy. No chyba, że się jest nauczycielką, nauczycielem – oni mają właśnie wakacje. No ale ja nie byłam nauczycielką. Mimo głębokiej komuny w latach 60. i 70. moje wakacje, czyli letni okres wolny od nauki, były zawsze wspaniałe. Wspominam je z wielką przyjemnością.

Niespełnionych pomysłów i planów mam w życiu bardzo dużo. Być może jakieś „wakacje”, czyli miły czas bez codziennych obowiązków i terminów jest jeszcze przede mną. Byłoby wspaniale wyrwać się gdzieś z dusznego i rozpalonego słońcem, kamiennego Krakowa. Kanikuła ostatnimi laty jest coraz trudniejsza do wytrzymania, nawet w ukochanym rodzinnym mieście.

A zatem spróbuję pomarzyć o jakimś pięknym, zielonym, nie zadeptanym jeszcze kawałku naszego kraju, bo zagranica już mnie nie nęci. Chciałabym bardzo zobaczyć jakiś zakątek na Mazurach, bo wstyd się przyznać, ale nigdy tam nie byłam. Szkoda, bo Mazury już nie są tą dziką, naturalną krainą wielkich jezior, jaką były kilkadziesiąt lat temu. Tak słyszałam. Byłoby cudownie umówić się z kimś; spotkać kogoś, z kim byłoby warto pojechać na Mazury. Opracować ciekawą trasę, porezerwować miejsca i noclegi; może nawet łódkę, czy kajak na kilka dni, no i wyjechać, chociażby na dwa tygodnie.

Najważniejsze to być na tych wakacjach w dobrym towarzystwie. Gdy obok są mili ludzie, lub tylko ta jedna najważniejsza osoba, to właściwie wakacje, czy urlop można spędzać prawie wszędzie. Tak teraz myślę; mogłabym wyjechać nawet gdzieś blisko. Na pewno są piękne, zielone miejsca, których jeszcze nie widziałam nawet pod Krakowem. Byłoby też świetnie wsiąść w samolot i za kilka godzin znaleźć się w egzotycznym, uroczym miejscu; oczywiście !

Ale najważniejsze jest towarzystwo. Każdy spacer, wycieczka, czy nawet posiłek jest doskonalszy, gdy doświadczamy go razem, wspólnie, gdy można wymieniać uwagi, wrażenia, spostrzeżenia, zachwyty.

A zatem moje wymarzone, niespełnione wakacje dotyczą raczej towarzystwa niż miejsca, gdzie mają być one spędzone.

Komentarze

Witaj Roma. Z wielką ciekawością przeczytałam Twoje przemyślenia na temat wakacji.Też moje szkolne wakacje miałam za komuny - przeważnie obozy harcerskie, dzięki którym poznałam różne części Polski. Pózniej już tylko urlopy. W ramach moich niewielkich finansów starałam się zawsze gdzieś wyskoczyć. Teraz ( mam 70 lat ) czasem stać mnie na jakąś wycieczkę objazdową. Oczywiście stać nie z emerytury ... Czasem dorabiam za granicą. Zrealizowałam kilka z moich marzeń a jeszcze mam niejedno . Zwiedzam sama, przykre to i nie daje pełnej przyjemności , ale cóż ... , przyjaciółka zmarła a mój wiek działa na moją niekorzyść jeśli chodzi o zawieranie nowych przyjazni. Miło Cię pozdrawiam - Maria.