Bohaterowie serialu

Katarzyna

                Wszyscy goście już wyszli, czterdzieste pierwsze urodziny Katriny okazały się wielkim sukcesem towarzyskim. Przyjaciele jak zwykle stanęli na wysokości zadania, przyszli prawie wszyscy. Teraz, kiedy w domu zrobiło się pusto i cicho, Kasia, jak mówi do niej mama, może nareszcie odpocząć, pomyśleć, powspominać… A ostatnio tyle się wydarzyło…

                Dwudzieste pierwsze urodziny – rok 1971, drugi rok studiów medycyny na uniwersytecie Tor Vergata, w Rzymie, gdzie zamierzała rozpocząć samodzielną egzystencję w malutkim pokoiku na poddaszu. I choć był on położony niecałą godzinę drogi od rodzinnego domu w Ostii, wydawał się wtedy odległym od rodziców o lata gwiezdne królestwem. Wtedy też poznała swojego przyszłego męża – Andreasa. Już wtedy zapowiadał się na świetnego prawnika. Odbywał właśnie praktyki w znakomitej kancelarii na via Boccea, kilka minut drogi od jej mieszkania.

Codziennie rano pili to samo coretto w barze na rogu i tak to się zaczęło. Andreas, syn Polki i Niemca, urodzony jak ona, we Włoszech, czuł podobnie jak ona, że gdzieś na świecie jest jeszcze jakaś jego ojczyzna, ojczyzny? Połączyły ich najpierw uśmiechy nad kawą, potem zdawkowe rozmowy, w końcu świadomość tej dziwnej, ni to włoskiej, ni to obcej przynależności. Dwa lata później zostali małżeństwem. Po przeprowadzce na via Aurelia urodziło się im dwoje dzieci. Lukas i Anna – bliźnięta. Szczęśliwie, przy ogromnym wsparciu ze strony męża udało się jej skończyć studia i rozpocząć prace w jednym z najstarszych rzymskich szpitali – Bambino Gesu.

Kolejne dziesięć lat, to okres wytężonej pracy, zawrotna kariera Andreasa, jej pełna poświęcenia walka o życie pacjentów, których wszystkich, bez wyjątku pamięta, dorastanie bliźniaków i ciągłe zamartwianie się kondycją ojca, który coraz bardziej podupadał na zdrowiu. Aż w końcu w 1981 roku, stało się to, czego obawiała się najbardziej. Po ostatnich doniesieniach z Polski, gdzie wprowadzono stan wojenny, serce ojca nie wytrzymało. Zawsze śledził losy ojczyzny z ogromnym zaangażowaniem. Zawsze się martwił, że zostawił Polskę dla lepszego bytu, mówił o sumieniu, egoizmie. Czasem obie z matką nie mogły już tego słuchać. W końcu nikt za niego tego wyboru nie dokonał. Nikt go nie zmuszał. Postanowił zostać we Włoszech, założyć tu rodzinę…Tyle, że nigdy nie wyzbył się wątpliwości.

Kiedy zmarł, właściwie na rękach Katriny, która nie mogła powstrzymać kolejnego, trzeciego już zawału, skończył się dla niej jakiś ważny, może najważniejszy etap w życiu.

Zawsze później ojca idealizowała. Nie przyjmowała po prostu do wiadomości, że nie wszystko w jego życiu było takie jasne, czyste i odpowiedzialne.

Nawet wtedy, po jego śmierci, nie mogła uwierzyć, gdy matka powiedziała jej, że gdzieś w Polsce ma przyrodnią siostrę, Gertrudę. Dowiedziała się o tym rok po odejściu ojca, gdy przeglądała jego dokumenty. Natknęła się wtedy na listy od byłej narzeczonej - Wandy, z którą korespondował od lat. Jej córka, Gertruda nawet przez cały 1987 rok mieszkała w Latinie, pod Rzymem, w obozie dla uchodźców i stamtąd wyemigrowała do Toronto w Kanadzie.

Była tak blisko… Czy spotykała się z ojcem, czy mówił jej o niej, Katrinie? Czy jest do niej podobna? Jest starsza, ale o ile? Czy znajdą wspólny język jak do niej pojedzie?

Dwa lata później, w 1990 odnalazła ją z pomocą Andreasa i jego koneksji na całym świecie, ale wtedy bliźniaki zdawały maturę. Rozmawiały tylko przez telefon. Nie wydawała się być zaskoczona. Chyba jest miła?... Za cztery dni się zobaczą….